Anna Bednarz
Na początku września ukazało się kolejne wydanie magazynu „Puch” – 60 stron pełnych inspiracji i treści dziewiarskich, choć warto pamiętać, że jest to pismo nie tylko dla miłośników robótek na drutach, lecz dla wszystkich, którzy cenią rękodzieło.
Przeglądając archiwa polskiej prasy z ostatnich 200 lat, można natknąć się na wiele tytułów kobiecych i modowych, które zawierały działy z tzw. „robótkami ręcznymi”. Jednak żaden z nich nie łączył w sobie tak dobrej oprawy graficznej, bogactwa treści i wysokiego poziomu merytorycznego jak Puch. Współczesne realia dają nam oczywiście niespotykane wcześniej możliwości techniczne – od doskonałej jakości papieru i kolorowego druku po zaawansowaną fotografię. Wysokiej jakości włóczki, które jeszcze niedawno były rzadkością, dziś występują w niemal nieskończonej gamie kolorów i faktur, a druty stają się małymi dziełami sztuki. Nasze prababki i babki nie mogły nawet marzyć o takiej różnorodności i technologii wspierającej ich pasję, trudno więc porównywać tamte czasy z dzisiejszymi, lecz jedno pozostaje niezmienne i pewne – potrzeba nam pięknych, inspirujących publikacji.
Magazyn Puch jest odpowiedzią na tę potrzebę, dlatego jego pojawienie się było niezwykłym wydarzeniem w polskim świecie dziewiarskim i rękodzielniczym. Pomimo nieograniczonego dostępu do zasobów internetowych, wiele osób tęskni za bardziej namacalnym doświadczeniem – za takim komfortowym momentem, kiedy można usiąść w ulubionym fotelu z filiżanką herbaty czy kawy, i zanurzyć się w drukowanej lekturze. Takie chwile oferuje Puch, który gabarytowo przypomina niemal książkę.
Drugi numer przyciąga różnorodnością: znajdziemy w nim wywiady z inspirującymi osobami, felieton pełen refleksji i praktyczne porady od doświadczonej nauczycielki dziewiarstwa, podróż na Falklandy, a na deser – kilka nowych wzorów dziewiarskich, które z pewnością trafią na wiele drutów.
