Anna Bednarz
Dziecko w historii polskiego dziewiarstwa.
Artystka, dziewiarka i prządka, autorka youtubowych „Heheszków” – Łucja Stachurska, znana również jako Lusia ( @lusia.knits ), uchyliła wczoraj rąbka tajemnicy i zaprezentowała szkic tajemniczej dziewczynki o imieniu Helenka, która rok temu narodziła się w Muzeum Dziewiarstwa. Czas więc opowiedzieć, kim jest Helenka.
Helenka to postać, która przyszła do nas z archiwalnych magazynów modowych – cennych źródeł wiedzy o tym, jak rozwijało się polskie dziewiarstwo ręczne pod koniec XIX i na początku XX wieku1. Jej prototyp to mała dziewczynka z lalką i koszyczkiem. Dziewczynka, która chce się bawić, ale ma też swoje obowiązki domowe.
Pomysł na Helenkę narodził się wiosną 2025 roku, w okresie wzmożonej popularności dziewiarskich laleczek w internetowych społecznościach rękodzielniczych. Wówczas powstała koncepcja muzealnej maskotki utrzymanej w estetyce vintage, wstępnie wygenerowanej przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji. Równolegle zrodziła się idea, aby jej ostateczny wizerunek został jednak opracowany reką dyplomowanego artysty i wybór padł na Łucję Stachurską, która nie tylko tworzy dziewiarskie ilustracje, ale pasjonuje się również ręcznym przędzeniem wełny i dziewiarstwem. Natomiast imię Helenka dostała po mojej prababci – Helenie Szymańskiej, najstarszej osobie, którą pamiętam z drutami w rękach.
Historia dziewiarstwa ręcznego jest w znacznej mierze historią dziecięcej pracy i wczesnej socjalizacji – faktu, który współcześnie bywa marginalizowany, a nawet zapominany. W wielu różnych narracjach często przywołuje się obraz dziergającej babci, która razem z czarnym kotem siedzi przy kominku w bujanym fotelu, a jej największym szczęściem jest możliwość dziergania kapci. Tymczasem prawda historyczna jest inna: jeszcze na początku XX wieku najbardziej powszechnym wizerunkiem dziewiarki była uczennica wczesnoszkolna – dziecko. Już siedmio- czy dziesięcioletnie dziewczynki uczyły się prząść, szyć, haftować oraz robić na drutach. Kompetencje te nabywały nie tylko w przestrzeni domowej, pod okiem matek i babek, lecz także w instytucjach szkolnych, gdzie zajęcia z robót ręcznych stanowiły istotny element oficjalnego, a zarazem obowiązkowego programu nauczania. Praktyki te mocno wpisywały się również w systemowe kształtowanie podziału ról płciowych.





Historia dziewiarstwa jest więc także historią małych, dziewczęcych paluszków – pokłutych igłami i cienkimi drutami pończoszniczymi – paluszków nie zajętych właściwą dla wieku zabawą, lecz prawdziwą pracą: szyciem fartuszków, haftowaniem serwet, dzierganiem pończoszek (a to tylko niektóre z obowiązków dawnych dzieci).
Zdarzało się, że dzieci w przytułkach dla ubogich musiały zarabiać na swoje utrzymanie szyciem i dziewiarstwem. I nie działo się to gdzieś daleko w Chinach, lecz tu, u nas – np. w Warszawie czy w innych polskich miastach.
Tak bywało również w Tyńcu i okolicznych wsiach (pod Krakowem), gdzie trykotarstwem ręcznym zajmowały się całe rodziny – kobiety, mężczyźni, starsi i młodsi, i małe dzieci także. Za parę skarpet czy rękawic wypłacano wprawdzie niewielkie wynagrodzenie, jednak pomagało ono przetrwać licznej, typowej dla tamtego czasu, wiejskiej rodzinie z Galicji.
Nasza muzealna Helenka będzie subtelnym przypomnieniem tamtych czasów. Nauczy się prząść, szydełkować, dziergać na drutach i haftować. Opowie nam też o owieczkach z dawnych lat.
Dzięki ilustracjom, nad którymi pracujemy wspólnie z Lusią, przeniesiemy się razem z Helenką w czasie – do świata zapomnianych historii dziecięcej pracy i dziecięcego dziewiarskiego rzemiosła.
Projekt „Helenka” to opowieść „work in progress”, która wciąż się pisze – jak dzianina rosnąca na drutach, oczko po oczku, rząd po rzędzie. Czasem coś się spruje, czasem zmieni kierunek, czasem pojawi się nowy wzór. Nawet gdy dzieło wydaje się ukończone, może jeszcze się zmienić.
Projekt powstaje na styku różnych światów i technologii. Spotykają się w nim XIX-wieczna drukowana prasa, współczesne cyfrowe narzędzia sztucznej inteligencji, grafika komputerowa oraz artystyczny warsztat ilustratorski. Jak widać, tradycja nie stoi tu w opozycji do technologii – przeciwnie, przeplata się z nią jak włókna w dzianinie, wzmacniając strukturę całości.
Z tych splotów wyłania się nowa jakość: projekt, który jest jednocześnie pamięcią i eksperymentem, historią i teraźniejszością, wspólnym wzorem tworzonym przez wiele lat i wiele rąk, bez ograniczeń dla wyobraźni.



Przypisy:
- Archiwalne polskie czasopisma przeglądamy w serwisie www.polona.pl oraz w polskich bibliotekach cyfrowych, które są udostępniane w domenie publicznej. ↩︎
