Kim jest Helenka?

Anna Bednarz


Dziecko w historii polskiego dziewiarstwa.

Helenka to postać, która przyszła do nas z archiwalnych magazynów modowych – cennych źródeł wiedzy o tym, jak rozwijało się polskie dziewiarstwo ręczne pod koniec XIX i na początku XX wieku1. Jej prototyp to mała dziewczynka z lalką i koszyczkiem. Dziewczynka, która chce się bawić, ale ma też swoje obowiązki domowe.

Pomysł na muzealną Helenkę narodził się wiosną 2025 roku, w okresie wzmożonej popularności dziewiarskich laleczek w internetowych społecznościach rękodzielniczych. Wówczas powstała koncepcja muzealnej maskotki utrzymanej w estetyce vintage, wstępnie wygenerowanej przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji. Natomiast imię Helenka dostała po mojej prababci – Helenie Szymańskiej, najstarszej osobie, którą pamiętam z drutami w rękach.

Historia dziewiarstwa ręcznego jest w znacznej mierze historią dziecięcej pracy i wczesnej socjalizacji – faktu, który współcześnie bywa marginalizowany, a nawet zapominany. W wielu różnych narracjach często przywołuje się obraz dziergającej babci, która razem z czarnym kotem siedzi przy kominku w bujanym fotelu, a jej największym szczęściem jest możliwość dziergania kapci. Tymczasem prawda historyczna jest inna: jeszcze na początku XX wieku najbardziej powszechnym wizerunkiem dziewiarki była uczennica wczesnoszkolna – dziecko. Już siedmio- czy dziesięcioletnie dziewczynki uczyły się prząść, szyć, haftować oraz robić na drutach. Kompetencje te nabywały nie tylko w przestrzeni domowej, pod okiem matek i babek, lecz także w instytucjach szkolnych, gdzie zajęcia z robót ręcznych stanowiły istotny element oficjalnego, a zarazem obowiązkowego programu nauczania. Praktyki te mocno wpisywały się również w systemowe kształtowanie podziału ról płciowych.



Historia dziewiarstwa jest więc także historią małych, dziewczęcych paluszków – pokłutych igłami i cienkimi drutami pończoszniczymi – paluszków nie zajętych właściwą dla wieku zabawą, lecz prawdziwą pracą: szyciem fartuszków, haftowaniem serwet, dzierganiem pończoszek (a to tylko niektóre z obowiązków dawnych maluchów).

Zdarzało się, że dzieci w przytułkach dla ubogich musiały zarabiać na swoje utrzymanie szyciem i dziewiarstwem. I nie działo się to gdzieś daleko w Chinach, lecz tu, u nas – np. w Warszawie czy w innych polskich miastach.

Tak bywało również w Tyńcu i okolicznych wsiach (pod Krakowem), gdzie trykotarstwem ręcznym zajmowały się całe rodziny – kobiety, mężczyźni, starsi i młodsi, i małe dzieci także. Za parę skarpet czy rękawic wypłacano wprawdzie niewielkie wynagrodzenie, jednak pomagało ono przetrwać licznej, typowej dla tamtego czasu, wiejskiej rodzinie z Galicji.

Nasza muzealna Helenka będzie subtelnym przypomnieniem tamtych czasów. Nauczy się prząść, szydełkować, dziergać na drutach i haftować. Opowie nam też o owieczkach z dawnych lat.

Dzięki ilustracjom, nad którymi pracujemy, przeniesiemy się razem z Helenką w czasie – do świata zapomnianych historii dziecięcej pracy i dziecięcego dziewiarskiego rzemiosła.

Projekt „Helenka” to opowieść „work in progress”, która wciąż się pisze – jak dzianina rosnąca na drutach, oczko po oczku, rząd po rzędzie. Czasem coś się spruje, czasem zmieni kierunek, czasem pojawi się nowy wzór.

Projekt powstaje na styku różnych światów i technologii. Spotykają się w nim XIX-wieczna drukowana prasa, współczesne cyfrowe narzędzia sztucznej inteligencji, grafika komputerowa oraz artystyczny warsztat ilustratorski. Jak widać, tradycja nie stoi tu w opozycji do technologii – przeciwnie, przeplata się z nią jak włókna w dzianinie, wzmacniając strukturę całości.

Z tych splotów wyłania się nowa jakość: projekt, który jest jednocześnie pamięcią i eksperymentem, historią i teraźniejszością, wspólnym wzorem tworzonym przez wiele lat i wiele rąk, bez ograniczeń dla wyobraźni.



Przypisy:

  1. Archiwalne polskie czasopisma przeglądamy w serwisie www.polona.pl oraz w polskich bibliotekach cyfrowych, które są udostępniane w domenie publicznej. ↩︎

Zostaw odpowiedź