Anna Bednarz
Święta Bożego Narodzenia stanowią szczególny okres w polskim kalendarzu świąt, w którym odwołanie do dawnych tradycji nabiera wyjątkowego znaczenia. Daje ono poczucie ciągłości, które łączy nas z poprzednimi pokoleniami i z tymi, które dopiero dorastają, ucząc się jej znaczenia i piękna. W 2025 roku — ogłoszonym przez nas Rokiem Polskich Rękawic i Rękawiczek — podjęliśmy badania nad historią i polskimi zwyczajami ludowymi związanymi z tymi akcesoriami. Wraz z nadejściem grudnia badania te dobiegają końca; obecnie trwają prace nad ich opracowaniem i podsumowaniem. Już teraz można jednak stwierdzić, że przyniosły one szereg interesujących ustaleń dotyczących tradycji związanych z polskim dziewiarstwem.
Według przekazów lokalnych, miało ono trafić do Małopolski za pośrednictwem benedyktynów sprowadzonych do Tyńca pod Krakowem przez króla Kazimierza I Odnowiciela, któremu zresztą dawni historiografowie nadali przydomek „Mnich”. Polski kronikarz Jan Długosz wskazuje, że klasztor w Tyńcu został założony w 1044 roku, co, choć nie jest datą pewną, oznacza, iż w perspektywie kilkunastu najbliższych lat przypadnie tysiąclecie jego istnienia (1044-2044). Wszystko wskazuje na to, że jest to najstarszy, prawie (bo poza latami przymusowej kasacji) nieprzerwanie działający klasztor w Polsce, a jego dzieje są niemal równie długie, jak historia państwa polskiego.
Z tego względu zdecydowaliśmy się włączyć zarys tynieckiego klasztoru do naszego muzealnego logo. Chcemy w ten sposób nie tylko przybliżyć prastarą legendę o pojawieniu się dziewiarstwa w Polsce, ale pragniemy też przycupnąć w pobliżu tej prastarej budowli, aby w naszych badaniach i działaniach trzymać się jak najbliżej historii Polski i inspirować polskimi tradycjami i polskim wzornictwem.



Gwiazda w naszym logo to symbol i motyw międzynarodowy, kojarzony z dziewiarstwem i Świętami Bożego Narodzenia, a często błędnie przypisywany wyłącznie wzornictwu skandynawskiemu. W wielu regionach Polski pojawiała się w ludowych haftach i w tkactwie ręcznym, które czerpały wzory raczej z południa Europy, choć rzeczywiście bywało tak jak w Tyńcu i na Podhalu, że była to czysta inspiracja „różą z Selbu”.
Gwiazda w naszym logo jest gwiazdą polską, na co wskazują narodowe barwy. Chcemy jednak podkreślić, że polskie dziewiarstwo zawsze było i nadal jest częścią wielkiej międzynarodowej rodziny dziewiarskiej. We współczesnym wzornictwie uzasadnienie stosowania tego uniwersalnego motywu jest ściśle związane z intencją twórcy, gdyż to ona determinuje jego kulturowe zakorzenienie i decyduje o tym, czy wyrób wpisuje się w polską, litewską, łotewską, estońską, białoruską, ukraińską, szwedzką, szkocką, norweską, wenecką, czy inną, nawet niejednoznacznie zdefiniowaną tradycję. Naszą intencją jest, aby była to gwiazda polska i równocześnie uniwersalna.
Podobna symbolika – połowa gwiazdy – widnieje również w logo międzynarodowej grupy Knitting History Forum, które jest dla nas przewodnikiem i autorytetem w badaniach nad historią dziewiarstwa.

Gobelin „Tyniec”, prawd. lata 70. XX w. aut. Maria Janowska, Kraków
Zakon benedyktyński, odgrywający w średniowieczu istotną rolę w procesach chrystianizacji oraz w przekazywaniu wiedzy i umiejętności rzemieślniczych w Europie, rzeczywiście mógł być promotorem technik związanych z wytwarzaniem wyrobów włókienniczych, w tym dziewiarstwa. Na pewno nie nastąpiło to w chwili pojawienia się oo. benedyktynów w Tyńcu, gdyż jak wiemy dziewiarstwo europejskie rozwijało się od XII-XIII wieku w krajach południowych (Italia, Wenecja, Francja), początkowo docierając na ziemie polskie jedynie w formie importowanych gotowych wyrobów, np. rękawic biskupich.
Według niepotwierdzonej tradycji pierwszym opatem tynieckim miał być Aron — mnich iroszkocki, który przed objęciem opactwa pełnił funkcję biskupa krakowskiego. Jako biskup byłby on zapewne zobowiązany do używania rękawic pontyfikalnych podczas celebracji liturgicznych. W czasach domniemanego mnicha Arona były to zazwyczaj rękawiczki misternie dziane na bardzo cienkich drutach, jakie zaprezentowała dr arch. Sylvie Odstrčilová, odtwarzając fragment tzw. Rękawicy św. Wojciecha – biskupa Czech i Polski. Rękawica ta datowana na XIV w. nie mogła należeć do św. Wojciecha, ale jej nazwa pozostała w użyciu przez archeologów i historyków (z dopiskiem „tzw.”) i niezaprzeczalnie jest dziś skarbem pokazującym jak misterne było niegdyś dziewiarstwo i w jaki sposób rozprzestrzeniało się po Europie.


Tzw. Rękawica św. Wojciecha (Wikipedia), fragment odtworzonego mankietu (Ravelry)
Mnichom tynieckim, którzy początkowo przybywali do nas z południa Europy zapewne doskonale znane były liturgiczne wyroby dziewiarskie, ale nie wiadomo kiedy dokładnie sami mieszkańcy Tyńca i okolic opanowali techniki szydełkowania oraz dziergania na drutach. Najstarsze zapisy o tych legendarnych wpływach benedyktyńskich na dziewiarstwo polskie pochodzą dopiero z XIX wieku. Zakonnicy mogli realizować zapewne swoją misję, zawartą w słowach ora et labora, między innymi właśnie poprzez krzewienie rzemiosła.
Pewne jest, że tynieckie rękawice, skarpety oraz dziane i filcowane czapki magierki zyskały sławę w całym kraju. Magierki były znane już w XVI wieku. Podobno rycerze polscy za dowód zręczności uznawali,
„gdy jeździec w całym pędzie konia, potrafił kopiją podnieść magierkę na ziemię rzuconą”.
Pisano, że są w Polsce:
„cztery rzeczy najlepsze: koń Turek, chłop mazurek, czapka magierka, szabla węgierka”.
Magierki z Tyńca chętnie kupowali flisacy (dawna nazwa – włóczkowie, nie od włóczki, a od włóczenia drewna), przepływający Wisłą do Gdańska, wysyłano je także w wielkich ilościach na Litwę.

W „Rachunkach konwentu tynieckiego” znalazłam zapis, że w roku 1674 w przyklasztornym gospodarstwie we wsi Śmierdząca (nazwa pochodzi od tamtejszych złóz siarki, obecnie Kryspinów), mnisi posiadali 15 owiec i baranów, oraz prawie tyle samo jagniąt. Trzymano je nie tylko na mięso, ale i na wełnę, która była przeznaczona na pończochy. W jednej z rubryk wpisano, iż „naprzędziono łokci 12”. W innym miejscu:
ta Wełna na Pończochy
wzięta dla (Rącznej?)
Kupnej (?) do tego na Pończ
ochy wzięto…(?)
(Wieś Rączna należała do tynieckich benedyktynów, w której również istniał folwark klasztorny.)
Biblioteka tyniecka uległa rozproszeniu, co skutkuje brakiem wielu typowych zapisów klasztornych, takich jak kroniki czy księgi parafialne. W związku z tym nie dysponujemy bezpośrednimi źródłami potwierdzającymi praktyki związane z wytwarzaniem odzieży. Można jednak przypuszczać, że – podobnie jak w innych klasztorach benedyktyńskich – mnisi w Tyńcu sami przędli wełnę lub zlecali jej przędzenie okolicznej ludności, m.in. w celu wyrobu pończoch.

źr. polona.pl LINK
Noszenie pończoch benedyktyni mieli zapisane swoich regułach:
„Ubrania należy braciom dawać dostosowane do warunków miejscowych i klimatu (…), ponadto szkaplerz do pracy, na nogi zaś pończochy i buty. Nad kolorem tych wszystkich rzeczy ani nad ich wyglądem niech się bracia nie zastanawiają, ale niech noszą takie, jakie można znaleźć w kraju, w którym żyją, albo jakie można taniej sprawić.” (Reguła św. Benedykta)
Inna z zasad benedyktyńskich dopuszczała noszenie cieplejszej odzieży w krajach chłodniejszych niż Italia, wymieniając między innymi rękawice lub mitenki przeznaczone na okres zimowy. Na tej podstawie można ostrożnie przypuszczać, że benedyktyni tynieccy, przybywający zazwyczaj z obszarów południowej Europy znali tego rodzaju wyroby dziane oraz posiadali umiejętności ich wykonywania (znajomość rzemiosła i samowystarczalność mieli wpisane w reguły). Nie można również wykluczyć, że kompetencje te były przekazywane lokalnej ludności; brak jednak źródeł pozwalających jednoznacznie potwierdzić taki proces lub precyzyjnie określić jego ramy chronologiczne.
Przypuszczalnie to właśnie z okolic Krakowa umiejętności dziewiarskie zawędrowały na Podhale. Materialnym świadectwem tych wpływów są charakterystyczne wyroby dziane, zdobione podobnymi do tynieckich wzorami skandynawskimi, spopularyzowanymi w latach 30.–50. XX wieku, a do dziś wykorzystywanymi przez podhalańskich wytwórców. A może było inaczej? Może ten popyt na norweskie rękawice przybył do Tyńca właśnie z narciarskich stoków w Tatrach? Co ciekawe, górale stosują to wzornictwo wyłącznie w dzianych wyrobach przeznaczonych na sprzedaż dla ceprów, czyli turystów, natomiast sami preferują raczej stonowane, gładkie swetry i czapki pozbawione ornamentyki, choć oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły. W opisach regionalnego stroju góralskiego nie wymienia się żadnych elementów dzianych na drutach poza białymi skarpetami (kopytkami, kopycami), ale wiadomo, że ostry klimat wymaga ciepłej odzieży, więc swetry, rękawice i czapki dziane z owczej wełny są dość częstym widokiem w polskich górach.
Podhale miało silne związki z Norwegami poprzez narciarstwo, które zaczęło się rozwijać w Polsce początkiem XX wieku. Ciekawostką może być fakt, że polska kadra narodowa przed wojną miała przez krótki czas trenera Norwega. Per Klyppen trenował m.in. Stanisława Marusarza i Bronisława Czecha.
Per Klyppen to oczywiście ten pan w rękawicach z motywem Selburose:


zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe, koloryzacja AI
Na zdjęciu poniżej: Kornel Makuszyńki na nartach w Zakopanem:



zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe, koloryzacja AI
Rękawice na nartach obowiązkowe:

fot. B. Przybyłek Willa Marynka Zakopane, 1934 r., koloryzacja AI
Motyw rękawiczki pojawia się między innymi w jednej z najpiękniejszych polskich kolęd ludowych pt. „Oj, maluśki, maluśki”, w której padają słowa:
„Oj, maluśki, maluśki, maluśki, jako rękawicka,
albo też jakoby, jakoby kawałecek smycka”.
Autor tekstu kolędy pozostaje nieznany, a najstarszy zachowany zapis pochodzi z XVIII wieku i został odnaleziony w rękopisach przechowywanych w klasztorze franciszkanek w Krakowie, co potwierdza jej długą obecność w polskiej tradycji religijnej i ludowej.
Góralskie życzenia zawarte w słowach:
„aby żyto rosło jak koryto, a pszenica jak rękawica”,
stanowiły symboliczne wyrażenie pragnienia obfitości i dobrego urodzaju.
Po Pasterce, albo — według innych podań — w dzień św. Szczepana, kawalerowie nosili w rękawicach ziarno owsa, którym obsypywali panny na wydaniu oraz ich rodzinne chałupy, symbolicznie „rozsiewając” w ten sposób życzenia pomyślności i powodzenia.
W tradycji góralskiej owies zapewniał urodzaj i dobrobyt w gazdówce, a słowa wypowiadane w świątecznych życzeniach miały szczególnie silną moc sprawczą.
„Na scyńscie, na zdrowie, na to Boze Narodzenie,
coby się wom scyńsciło, dazyło,
cobyście byli scęśliwi i weseli, jako w niebie janieli,
cobyście mieli w sopie tyle łowicek, co w lesie jedlicek!”
W innych regionach Polski mawiano, że „na świętego Szczepana rzucają owsem w kapłana”. Święcono owies i obsypywano nim ludzi, zwierzęta i domy, a także drzewa w sadzie, aby przyszłoroczne plony były obfite. Franciszkanie z Góry św. Anny nadal rozdają święcony owies w drugim dniu Świąt Bożego Narodzenia.
Wiejskie i góralskie święta to też misternie rzeźbione szopki, mocno krochmalone obrusy „wysywane biołym haftem” oraz kunsztownie zdobione choinki – podłaźnicki, czyli choinki niegdyś wieszane u powały.

Wł. Tetmajer – Choinka Podłaźnicka, ok. 1900 r.
Można powiedzieć z przymrużeniem oka, że nie zna polskich gór i górali ten, kto ich nigdy nie odwiedził w okresie świątecznym, nie słyszał oryginalnych góralskich pastorałek wykonanych przez rodowitych mieszkańców, i kto nigdy nie kolędował z góralską młodzieżą po Pasterce, w ciepłych rękawicach oczywiście! I ten kto nie pił „herbaty z prądem” na dwudziestostopniowym mrozie. Zima w polskich górach to nie tylko pora kuligów i narciarskich wypraw, lecz także czas kumoterek, które stanowią niepowtarzalną gdzie indziej okazję do przeglądu tradycyjnych bacowskich swetrów plecionych z owczej wełny.
Ale to już inna opowieść.
