Udostępniono za zgodą autorki Małgorzaty Jaszczołt.

„WSTĘP OSOBISTY
Każdy z nas ma na pewno w oczach obrazek dziergającej na drutach mamy czy babci nawet
jeśli nie swojej, albo szydełkującej kuzynki. Większośc z nas zetkneła się z tzw. „domowymi
robótkami”: dzierganiem na drutach, szydełkowaniem, haftowaniem, wyszywaniem. Ostatnio
stało się modne wykonywanie biżuterii z koralików, czy z japońska brzmące amigurumi,
czyli wykonywanie małych kolekcjonerskich maskotek…
Przed II wojną św., już coraz rzadziej po wojnie, kobiety tkały tkaniny by obszyć
domowników lub choćby chodniki tzw. szmaciaki – warsztat tkacki był rozkładany na zimę
w prawie każdym domu na wsi. Był też inny kobiecy atrybut kołowrotek, na którym najpierw
trzeba było uprząść lnianą lub wełnianą nić. Przędzenie i tkanie należało do kobiecej domeny
– tradycyjną rolą kobiet było zapewnienie rodzinie pożywienia i ubrania. W czasach, kiedy
produkty fabryczne nie docierały masowo lub były drogie kobiety robiły na drutach
użyteczne swetry, kamizelki, czapki, szaliki, skarpety; haftowały bluzki, żeby ładnie
wyglądać. By przyozdobić dom szydełkowały, dziergały lub wyszywały serwetki, obrusy,
firanki, zazdrostki.
Dzisiaj zalały nas produkty fabryczne, a mimo to ciągle są dziergające, szyjące, szydełkujące,
haftujące…„.
Cały tekst – Plik PDF do pobrania:
