Transkrypcja artykułu wykonana w technologii AI. Wyszukała i opracowała Anna Bednarz.
W XIX wieku, w obliczu przemian społecznych i rozwojowych, kwestia edukacji kobiet i jej zakresu stawała się zagadnieniem coraz częściej dyskutowanym. Artykuł z 1881 roku „Nauka robót ręcznych kobiecych” prezentuje poglądy epoki na rolę prac ręcznych w wychowaniu kobiet: nie tylko jako umiejętności domowych, ale też jako elementu wychowania moralnego, estetycznego i ekonomicznego.
Autor postuluje, że roboty kobiece — igłowe, szydełkowe, drutowe i sztuka kroju — winny być integralną częścią szkolnej nauki kobiet, od najmłodszych lat aż po kursy zaawansowane. Przypomina, że wprawa, staranność i dobór materiału mają znaczenie nie tylko praktyczne, ale i wychowawcze: pracowitość, cierpliwość, dbałość o piękno – to cechy, które – zdaniem autora – kształtuje się właśnie w trakcie pracy ręcznej.
W dzisiejszych czasach, gdy rękodzieło traktujemy głównie jako hobby, wato poznać jakie podejście do prac ręcznych mieli nasi przodkowie z XIX w.
Transkrypcja artykułu wykonana w technologii AI.

Mężczyzna — pługiem i mieczem, kobieta — przy kądzieli i z igłą w ręku. Oto podstawy podziału pracy, tradycyjne przeszłe do nas od wieków niepamiętnych. Chociaż postęp czasu znacznie rozwijał zakres zobopólnych czynności, a potrzeby i wymagania dzisiejsze czynią koniecznem tak dla jednej, jak dla drugiej płci wykształcenie umysłowe, nie mniej przeto podstawy te są i pozostaną zawsze właściwą miarą i znamieniem różnicy zawodów każdej połowy rodzaju ludzkiego choćby ze względu na różnicę fizycznego organizmu jednych i drugich.
Roboty więc kobiece istnieć muszą odrębnie dla kobiet i stanowić dla nich zajęcie właściwe im; a jak chłopak, mający władać pługiem i mieczem, musi wpierw ćwiczyć się w ich użyciu, zanim zostanie mężem, tak też i kobieta nie od razu i nie od urodzenia przychodzi do możności zawładnięcia przedmiotem swoich robót. Pszczółka do wyrabiania miodu i wosku, mrówka do misternych mrowisk, obok instynktu czystej nauki wieków, potrzebują też wprawy pod kierunkiem dorosłych pracowników. Kobieta mogłaby się zadowolić taką nauką, pobieraną w domu rodzicielskim; gdy jednak już dziś nie wystarcza wojaczką, oparta na ćwiczeniu się szabelką i konikiem w domu ojca, lub dziadka, gdy — pomijając bogato rozwinięte, specjalne gałęzie przemysłu, wymagające każda specjalnego wykształcenia, — tak że nawet rolnictwo gospodarstw mniejszych, włościańskich, wchodzi na drogę szkolnego nauczania, — to i roboty kobiece, tak różnorodne, a często tak istotne, jeśli mają się rozwijać iść z postępem czasu; jeśli w końcu mają być istotną potrzebą tak dla zajęcia, jak dla życia kobiety, muszą być przedmiotem nauki szkolnej i obok wspólnych prac chłopców i dziewcząt — powinny stanowić dla tych ostatnich odrębny dział i szczególnemu powierzone być kierownictwu.
Niemalego jest bowiem w rzeczy samej znaczenia i niemało ma przed sobą zadanie praca kobieca w życiu i szkole. Niewiasta jest towarzyszką mężczyzny i połowę obowiązków życia dźwigać musi; jeśli on jedną część pracy wypełnia za domem, ona drugą — w domu. Twierdzenie to musi pozostać prawdą nietylko w stosunku żony do męża, siostry, do brata i córki do ojca, lecz też i w szerszym zakresie: w stosunku w ogóle kobiety do mężczyzny. Stając wyłącznie do tej samej pracy, co i on, pracy np. rolnej, przy fabrykach, warsztatach i w ogóle tam, gdzie mężczyzna staje jako najemnik, szukający utrzymania, — zamiast pomagać, zawalamy mu często, bo zwiększamy liczbę tych, którzy szukają chleba na jednem polu. Ze zaś same zarabianiny się niższą płacą, wpływamy przez to na poniżenie jej w ogóle i w końcu spowodujemy następstwa niepożądane w prywatnem nawet gospodarstwie: mąż zarabia dla domu i żony mniej, niż zarobiłby wówczas, gdyby nie miał współzawodnictwa pracy kobiecej. Otóż postęp robót kobiecych zmniejszy to niepotrzebne współzawodnictwo i podniesie wartość pracy w ogóle, a to zarówno każdej z osobna: męskiej i niewieściej.
Ale do tego — jak już powiedziałem — potrzebnym jest postęp w robotach kobiecych. Poprzestanie na ladajakiej robocie igłą, lub drutem, robocie, nie zawsze nawet zadowalającej skromne potrzeby domowe, sprowadzić tej zmiany nie może. Gdy własny wyrób będzie dobry, gdy będzie coraz lepszy i doskonalszy, — będzie mógł najpierw zastosować się do pracy maszynowej, następnie zaspokoi potrzeby domowe, — a w końcu stanie się niezmiernym przedmiotem zarobku dla kobiety. Wówczas też stać się będzie mógł przedmiotem handlu i poszukiwania w kraju i zagranicą. Całe gałęzie robót i robótek niewieścich — niewidzialne, lub zgoła jeszcze nieprzewidziane, powstaną i rozwiną się, przez co się otworzą nowe drogi bogactwa, tak dla rodzin i domów prywatnych, jak dla kraju w ogóle.
Korzyści takiej pracy nie godzi się pominąć i dla ludu, a to nietylko w tem znaczeniu, że kobiety z pośród ludu zarabiać będą, lecz oraz przez wpływ na dalszą, pośrednią działalność tej klasy. Potrzeby jej mianowicie uszlachetniać się będą. Każdy np. będzie wolał koszulę ładnic i mocno zrobioną, niż skleconą szerokiemi ściągami; a do niejednego okienka zaglądnie też poczciwa, czyściutka firanka i t. p. — Aby to mieć, lud będzie musiał mniej oglądać się na wrodzone lenistwo, a bardziej wziąć się do pracy natężonej, — bo z potrzebami wydatki się zwiększą.
Że natężenie pracy wpływać musi na umoralnienie i polepszenie bytu — mówić wiele nie trzeba. By jednak do tego doszła praca niewieścia, muszą być roboty kobiece przedmiotem starannego nauczania szkolnego, a to tem bardziej, że za niemi przemawia obok praktyczności — wzgląd wychowawczy — pedagogiczny. Dziewczyna, wcześnie zaprawiana przez naukę do tego rodzaju pracy, nabiera cierpliwości, łagodności i wyrozumiałości, tyle niezbędnej w późniejszem jej życiu; a ze charakterystycznem znamieniem tych robót jest ich rozmaitość obok drobiazgowości, uczennica więc przy pokonywaniu tysięcznych, codziennych w tego rodzaju drobiazgach trudności, nabiera hartu, wytrwałości i stałości charakteru. Gdy praca maszynowa przez zbytnią specjalizacyą i jednostajność, z góry zakreśloną, a niezwiązaną od pracującego, przytępia niejednokrotnie umysł; — robota ręczna kształcić go musi, bo nastręcza tysiące sposobów własnej kombinacyi. Stąd pobudza myślenia i zastanawiania się. Jednocześnie kształci ona gust i poczucie piękna, gdy się ciągle ma do czynienia z tak rozmaitością linii i kształtów. — Zastąpić więc w pewnej mierze może te korzyści, jaką daje chłopcom nauka rysunków, często niewchodząca w zakres ich obowiązków, zwłaszcza elementarniej i ludowej, a tak praca ta nietylko nie przytępia umysłu, lecz go naprzód rozwija i wprowadza powab, tak potrzebny w życiu kobiety.
***
Roboty kobiece w szkołach ludowych możnaby podzielić na cztery działy: igłowa, drutowa, szydełkowa i nauka kroju. Podstawą wszystkich działów jest robota igłą; dla tego od niej zawsze i wszędzie rozpoczynać należy. Obeznanie się więc z igłą i wprawa w zręcznem, tudzież umiejętnem nią władaniu, powinny być przedmiotem nauki szkolnej pierwszego roku, — czy też pierwszego kursu — tak w szkole elementarnej, jak wydziałowej, — miejskiej i wiejskiej. Lecz na tem kończy się jedna i ogólna podstawa dla wszystkich. Drugi kurs wprowadzić już może różnice, odpowiednie różnicom przyszłego zawodu, rodzaju szkoły i materyału robót.
Robota igłą obejmuje w sobie t. z. białe szycie, hafty i krawieczyznę. Gdy tę ostatnią połączymy z nauką kroju, — pozostaną więc tylko dwie kategorye: drutowa i szydełkowa.
Otóż szkoła ludowa najczęściej nie bywa przygotowawcza do wyższej, lecz zamkniętą sobą, bo na niej kończy się wykształcenie naszego ludu. Potrzeba tedy, aby nauka robót kobiecych przeprowadzoną była w takiej szkole nie przygotowawczo, lecz w sposób wykończony. Dla tego też tak szkoły elementarne, jak wydziałowe, muszą mieć jeden i ten sam przedmiot wszystkich kategorii, z tą różnicą, że w pierwszych zakres będzie szczupiejszy, w drugich — zupełniejszy. Jak tu, tak i tam, białe szycie i krawiectwo, połączone z nauką samego kroju muszą być jedne i te same i równie obowiązujące. Wyjątek stanowią hafty, robota drutowa i szydełkowa. Z tych: robotę drutową możnaby pozostawić na jednym stopniu wykładu tak w elementarnej, jak wydziałowej, miejskiej i wiejskiej szkole. Obok szycia białego stanowiłaby ona drugi kurs wykładu szkolnego. Uwzględnić ją można dla tego, że jest łatwiejsza i bardziej rozpowszechniona w użyciu. Wyroby jej używają się niemal już w każdym stanie. Natomiast hafty i robota szydełkowa stanowczo musiałyby być wykluczone z zakresu nauki w szkole elementarnej wiejskiej, ograniczywszy ją tam do pojęć teoretycznych ogólnych, a to dlatego, aby pojęcie o nich obecne nie było tam, gdzie potrzeba wymagać będzie założenia specyalnej szkoły.
To samo ma się rozumieć o szkole elementarnej miejskiej. I ta bowiem w szkole wydziałowej miejskiej musiałaby tę naukę starannie i pielęgnować, tak, aby uczennice uzyskawszy z niej, mogły albo wprost wejść już na czystość do specyalnego zakładu, albo też koncząc edukacyą na szkole wydziałowej same się dalej kształcić i oddać się Gdy w szkołach elementarnych dla braku czasu szycie białe i krawieczyzna damska muszą być połączone z nauką kroju, — w szkołach wydziałowych szycie i krawieczyzna mogą być kategorycznie prowadzone w 2-gim i 3-cim kursie, a nauka kroju stanowić może oddzielny kurs ostatni. Gdy dalej w miastach przy potrzebie noszenia wykwintniejszych sukien, bywają osobni krawcy męscy i damscy, — właściwą jest rzeczą, aby uczennice w miejskich szkołach wyłączną uwagę miały zwróconą na szycie i naukę kroju sukien damskich. Nie widzę jednak nic niestosownego w tem, aby na wsi, — gdzie mężczyzna zajęty rolą, lub przemysłem, nie ma czasu na inne zajęcia, ani pieniędzy na osobnego krawca, — kobiety nie miały być krawcami sukien męskich. Stąd i różnica używać się mającego materyału dla robót w miejskich, a wiejskich szkołach. To też sądzę, że pożyteczną byłoby rzeczą, aby w szkołach wiejskich ostatni rok był poświęcony nauce szycia i kroju sukien męskich.
J. G.
